+48 737 372 803

karo@karo-tashi.com

©2020 by Mindfulness  Karo Tashi.

Search

Dzień, w którym przestałam walczyć (z samą sobą i ze światem).

Jest jesień, 2012 rok... Kolejny wieczór razem i znowu jakiś zgrzyt i nieokreślone napięcie w ciele

i w powietrzu między nami.

A przecież fajną kolację przygotowaliśmy, a on przyniósł fajny film.

Jednak już w kuchni nie możemy się dogadać. Trudno powiedzieć, o co dokładnie mi chodzi, ale jestem podirytowana i wręcz czuję silną potrzebę znalezienia powodów, aby móc wyładować się na nim, dać upust monologowi o czymś. O czymkolwiek, byleby postawić na swoim!

My się chyba już nigdy nie dogadamy. Nie wiem! Dlaczego tak trudno mi określić źródło mojej złości? Po prostu jestem wkurzona tak od środka. Tak mnie swędzi i mierzi i czuję się spętana napięciem.

W zasadzie czułam się tak już od wczesnego ranka, myślałam, że przejdzie mi w pracy. A jednak to napięcie wciąż we mnie jest, w ciele, w umyśle. Nie wiem, nie umiem, okropnie samotna się z tym czuję. I on mnie nie rozumie!!!


Kilka tygodni później...

Większa awantura, aż w końcu on mówi głosem, który wręcz tnie powietrze:

''Kiedy wreszcie przestaniesz walczyć sama ze sobą?! Kiedy skończysz tę wojnę?!''.

Pauza, cisza i znów czuję mega opór i obrażam się na niego. Wychodzę.

Kilka miesięcy później...

Jestem na odosobnieniu medytacyjnym w Szkocji, siedzę od kilku dni w kompletnej ciszy. Nic się nie dzieje. Choć niezupełnie.

Powracają do mnie jego, a jakby już dziś moje, otrzeźwiające słowa i teraz wchodzą we mnie jak w masło.

To prawda, że to, co postrzegamy na zewnątrz, to, do czego biegnie tak bez końca nasza uwaga, jest odzwierciedleniem naszego własnego stanu wewnętrznego.

Słyszałam o tym ''lustrze umysłu jako otaczającej rzeczywistości''' parę lat wcześniej. Ale dopiero podczas głębszej medytacji pojęłam to od środka.

Zobaczyłam to, i to zrozumienie dopiero zmieniło moją perspektywę.

Ciepłe strugi popłynęły po rozgrzanych policzkach, za to dłonie i stopy zimne jak lód. Czuję wdzięczność, czuję się bezpieczna, czuję, że powracam do siebie, do najprawdziwszej mnie.

Kolejna blokada, zachmurzenia umysłu rozpływa się. Jestem bardziej prawdziwa dla samej siebie, czuję się jakbym znowu miała pięć lat, pełna miłości i zaufania do siebie. A świat wokół jest cudem!


Ta wojna tak naprawdę działa się we mnie samej.

Odgrywała się we mnie każdego dnia na nowo.

Pokazywałam wskazującym palcem na innych, na ich słabości.

''Ci głupi, ci nieodpowiedzialni, ci egoiści!''.


Obwiniałam innych jak i zewnętrzne sytuacje, za to, co mi w życiu ''nie wyszło''. Nosiłam w sobie załadowane po brzeg pociągi złości, gdziekolwiek bym nie poszła, cokolwiek nowego bym nie kupiła, zjadła czy wypiła. Spięciem emanowałam od środka.

Nie umiałam siebie samej pokochać i zatroszczyć się o siebie w zdrowy sposób.

Nie nauczyłam się w dzieciństwie tego, bo nie miałam od kogo.

Dorastałam obserwując ludzi wiecznie walczących ze sobą i ze światem.

A przecież uczymy się z obserwacji, a nie z przykazów i zakazów.

Dziś już nie jestem dzieckiem, tak więc biorę odpowiedzialność za to, co czuję i jak na to reaguję.

Dziś moja wzrastająca każdego dnia dojrzałość pozwala mi wybrać, gdzie i jak inwestuję moją energię, moją uwagę, moje skupienie.

Aktem miłości do samej siebie nie będzie skupianie uwagi na obwinianiu rodziny czy kraju i jego sytuacji politycznej za moje dzieciństwo.

Aktem miłości jest zaakceptowanie, że mam taki a nie inny bagaż i że mogę i chcę się zatroszczyć o to, jak sama ze sobą się czuję na co dzień.

Mogę z wyboru własnego inwestować w zaprzyjaźnianie się ze sobą, zamiast pogrążać się w walce bez końca.

Jeśli rezonuje z Tobą moja historia sprzed lat, możliwe że poniższe przemyślenia będą pomocne. Ale może i nie. W każdym razie szukaj sposobu, nie poddawaj się!


Pierwszy krok to zatrzymać się, zwolnić i spojrzeć w głąb siebie.


Drugi to rozpoznać, że każdy z nas z czymś walczy, każdy ma jakiś skomplikowany bagaż doświadczeń i na większość z nich nie mieliśmy wpływu. Taki spadek psychologiczno-emocjonalny po dziadkach i rodzicach.


W każdym z nas jest mniejsza czy większa wojna i to TYLKO od nas samych zależy, jak długo będzie ta wojna trwała.


Kolejne kroki:

Terapia i zajęcia rozwojowe pomogły mi osobiście opowiedzieć moją historię komuś, komu mogłam zaufać i to pomogło mi zrozumieć różne wątki mojego procesu dojrzewania.


Gdy to już było w miarę ogarnięte, medytacja i techniki Mindfulness okazały się zbawieniem w przekierunkowywaniu uwagi z ''historii mojego doświadczenia'', czyli tego, co się wydarzyło kiedyś tam, na chwilę obecną, tu i teraz.


I wreszcie objęcie tego, co jest tu i teraz, (wspomnień, uczuć, nie zagłębiając się w ich wątkach etc.) ciepłym światłem mądrego współczucia (ang. Compassion).

Dziś nie mam w sobie wojny, czasem tylko odezwie się wewnętrzny krytyk, coś zamarudzi.

Zauważam go (glos krytyka) wtedy, jeśli zdaje się bardziej intensywny to badam to Obecną Uważnością (Mindfulness) trochę dłużej, po czym puszczam w niepamięć i tyle. Czasem wraca, wtedy powtarzam proces.


Mam czas i mam zaufanie do tej metody ;)

Dziś budzę się z wdzięcznością do kolejnej okazji, by żyć i być i kochać.

Ściskam czule,

Karo Tashi <3


Certyfikowane kursy Mindfulness (MBLC), jesień 2019: 🍀KIELCE 7.9 - 2.11 🍀WARSAW (in english) 8.9 - 3.11 🍀PĘCICE 14.9 - 26.10 🍀WARSZAWA 15.9 - 10.11

Zapisz się na bezpłatna konsultacje: karo@karo-tashi.com 0737 372 803 www.MindfulnessNaCoDzien.com śliwka

Bezpłatny webinar 28.8.19 - rejestracja: http://bit.ly/2KIUkZK

145 views